CADO. O dwóch takich, co oswoiły szyjo-otulacze.

Mawia się, że z rodziną wychodzi się dobrze tylko na zdjęciach, a podobne opinie dotyczą też wspólnego zakładania firm przez przyjaciół. Czy słusznie? Przypadek Moniki Wieciech i Joli Florczyk najzupełniej temu przeczy i pokazuje, jak niezwykle profesjonalnie można dbać o relację i prowadzić prężnie rozwijającą się markę. CADO, to nie tylko akcesoria – to projekt tworzony przez przedsiębiorcze pasjonatki, których nic nie powstrzyma przed spełnianiem swoich marzeń.

CADO to zespół składający się z dwóch przyjaciółek. Jak doszło do połączenia sił we wspólnej marce?

Na nazwę CADO wpadła Monika dawno temu na jednej z lekcji francuskiego, jeszcze za studenckich czasów. “Cadeau” [cado] znaczy “prezent”. Kiedy zaczynała jedynym kapitałem był czas po pracy. Dlatego CADO początkowo funkcjonowało jako projekt autorski skupiający się na działaniach projektowych głównie na zlecenia, a równolegle powstawały pierwsze dodatki. Rynek sprzedaży on-line w obszarze mody niezależnej w Polsce dopiero kiełkował, powstawały pierwsze platformy sprzedażowe. Był to bardzo intensywny okres i CADO nabierało rozpędu, ciężko było sprostać pracy w pojedynkę. Pewnego dnia Monika wpadła do mnie pogadać i tak od słowa do słowa doszłyśmy do decyzji, że od tego momentu działamy razem. Byłam już wtedy mamą małego Wilhelma, ale nie zawahałam się ani przez chwilę. Praca w duecie to ciągła dyfuzja i konfrontacja pomysłów, wspólne mierzenie się z trudnościami i wyzwaniami, a my zwyczajnie to lubimy.

Co zainspirowało Was do założenia CADO i produkcji akurat takiego typu asortymentu łączącego modę i akcesoria?

CADO to rezultat twórczego ADHD Moniki uzupełniony z czasem entuzjazmem do budowania wniesionym przez Jolę. Dzięki tej wybuchowej mieszance charyzmy i pasji marzenie o własnej marce odzieżowej stało się realne. A dlaczego akurat taki typ asortymentu? My po prostu doceniamy dodatki. Akcesoria to bardzo specyficzne produkty, które sprawdzają się w różnych okolicznościach i o każdej porze. Szale, torebki czy buty potrafią całkowicie odmienić nawet najbardziej banalny strój, stawiają przysłowiową kropkę na “i” i za tę właśnie magiczną właściwość je kochamy. Poza tym są doskonałym prezentem dla każdego bez względu na okazję!

Mimo przesycenia rynku i zalewu tanich produktów ze Wschodu, udało się Wam wybić. W czym upatrujecie największą siłę CADO?

Staramy się być przede wszystkim konsekwentne w działaniu i autentyczne. Dbamy o wysoką jakość kolekcji i spójny wizerunek naszej marki. Nieustannie podwyższamy standardy obsługi Klienta i każdego dnia dowiadujemy się, że musimy się jeszcze czegoś nowego nauczyć. W tym roku na nowo otworzyłyśmy się i znalazłyśmy czas na targi sprzedażowe czy branżowe. Takie działania wymagają dużych nakładów czasu i energii, ale bezpośredni kontakt z klientami i dystrybutorami naszych kolekcji ma ogromną wartość. Zapewne naszym największym atutem i siłą są produkty, które cieszą się niesłabnącym zainteresowaniem klientów i mediów. Staramy się, aby nasze modele prócz nieodzownej funkcjonalności cechowała niebanalna formą i komfort użytkowania. Ma być wygodnie i wielofunkcyjnie. Informacja o ciepłych chustach CADO z autorskim zapięciem została niedawno opublikowana w amerykańskim @Amexessentials, który umieścił je w grupie innowacji. Mamy na koncie również kilka publikacji w rodzimych edytorialach. Reasumując: obrałyśmy dobry kierunek.

 

Wasze szale i inne dodatki zdecydowanie wyróżniają się na tle innych marek. Jak dzielicie się pracą: kto projektuje, kto wybiera skóry i tkaniny, kto zajmuje się produkcją, reklamą i sprzedażą?

Nie mamy sztywno wyznaczonych ról, praca jest zróżnicowana i codziennie dużo się dzieje. Praca on-line wymusza nieustanną kontrolę i ruch. Zapewne mamy dużo szczęścia, bo dopełniamy się wzajemnie i uzupełniamy. Monika ma tysiąc pomysłów na minutę, zawsze robi przynajmniej trzy rzeczy równolegle – wertuje, przerzuca, szpera, jest przesadnie empatycznym i wrażliwym hiper perfekcjonistą – co w efekcie skutkuje permanentnym niewyspaniem. Jola potrafi perfekcyjnie i w kolejności ogarnąć wszystkie punkty w codziennym grafiku, dzięki czemu spełnia się znakomicie w koordynacji produkcji, logistyce, dystrybucji hurtowej. Dba o stany magazynowe i ludzi – potrafi zjednać sobie każdego! Uwielbia kontakt z podwykonawcami czy klientami i prowadzi nasze warsztaty. Monika ogarnia w całości online, reklamę, social media czy e-commerce. Każda z nas ma “swoje” obszary działania i jeśli zachodzi taka potrzeba wspieramy się i zastępujemy.

Poprzeczkę podnosi fakt, iż jesteśmy mamami dość małych jeszcze dzieci, więcnawet największe plany sypią się, kiedy pojawia się choroba, a szalejący dziecięcy wirus rozkłada nas na łopatki :). “Mamowanie” uczy elastyczności, ale weryfikuje też wiele spraw. Kiedy nadszedł dla CADO czas, gdy niezbędne okazało się regularne wsparcie osób trzecich, zwłaszcza w sferze produkcji i obsługi klienta, od razu się tym zajęłyśmy. Czasami wysyłek jest tak dużo, że praca na cztery ręce byłaby niemożliwa. Wspólne miejsca styku to zawsze projektowanie, dobór materiałów, technologii oraz wyjazdy służbowe, które staramy się w miarę możliwości wykorzystywać na kolekcjonowanie chwil oraz miejsc. Efekt tego podejścia można podglądać na naszym Instagramie @Cadoaccessories. Praca w duecie jest świetnym układem – stres i obawy dzielimy na pół, a radość i satysfakcję mnożymy razy dwa :).

Skąd pozyskujecie skóry i tkaniny? Opowiedzcie trochę o materiałach, z którymi pracujecie i wykańczaniu produktów.

Oczywiście na naszej stałej mapie jest Łódź, czyli stolica polskiego przemysłu tekstylnego. Tam w zaprzyjaźnionych farbiarniach koloru nabierają nasze bawełniane dzianiny. Używamy również materiałów pochodzących z krajów nadbałtyckich. Tweedy przylatują z Wielkiej Brytanii, a ciepłe i puszyste wełny z Włoch. Skórę naturalną zamawiamy również z Włoch, ale nie kusimy się na produkcję indywidualną pod nas. Kierując się bliskimi nam od samego początku zasadami slow fashion i zero waste, wykorzystujemy upolowane końcówki kolekcji. Dlatego wiele z naszych toreb wychodzi w pojedynczych egzemplarzach.

Z jakich narzędzi i maszyn korzystacie przy produkcji?

Korzystamy z bardzo wielu różnych maszyn, chociaż nie osobiście. W pracowni stoi maszyna przemysłowa Juki i obecnie pełni funkcję stolika. Pracę produkcyjną w większości zlecamy zaprzyjaźnionym szwalniom oraz zdolnym krawcowym. Krawcowe odszywają prototypy oraz produkty personalizowane. Bardzo cenimy sobie możliwość korzystania z ich wieloletniego doświadczenia – w końcu nikt z nas nie wie wszystkiego, a praca z najlepszymi jest zawsze szansą na nauczenie się czegoś nowego.

 

Rynek akcesoriów jest dość wymagający, ale też pozwala na dużo swobody i wypuszczanie krótkich linii. Tworzycie kolekcje sezonowo, ale nie ma tu ślepego podążania za trendami – czy przy takim trybie można ‘dogonić’ marki komercyjne?

Gonienie za markami komercyjnymi chyba nigdy nie było naszym celem. Klienci stale utwierdzają nas w przekonaniu, że chodzi o coś zupełnie odwrotnego. Pokazują nam, że szukają produktu osobistego, alternatywy dla sieciówek, autentyczności, wysokiej jakości i pewnej indywidualizacji zarówno w traktowaniu, jak i w produkcie, w który inwestują. Szukają mody niezależnej. To dla nich stworzyłyśmy specjalny konfigurator w którym sami mogą projektować i kustomizować dzianinowe boho naszyjniki czyli Zamotki®. Trend personalizacji totalnie zdominował filozofię marki. Poza tym nie ukrywamy, że obserwujemy tendencje rynku mody i internetowe kierunki. Eksplorujemy i kierujemy się tym, co podpowiada WGSN, czy Pantone. Faktem jest, że konkurencja na rynku jest bardzo duża, zarówno wśród sieciówek jak i mniejszych firm, ale nasza oferta ma wyróżniające się punkty. Oversizowe zapinane szale zamieniające się w wygodne bluzy, trójkątne chusty z autorskim zapięciem czy opatentowane Zamotki® znajdziecie tylko u nas.

Czy któraś z Was kształciła się kiedykolwiek w kierunku projektowania ubioru/akcesoriów lub miała styczność z kaletnictwem?

Uczyłyśmy się razem! Poznałyśmy się właśnie na studiach projektowania ubioru. Równolegle postanowiłyśmy rozpocząć kolejne studia na wydziale projektowania graficznego. Zawsze coś nas gnało do przodu i robiłyśmy nieustannie kilka rzeczy równocześnie. Wykształcenie kierunkowe mamy, wiemy jak robić wykroje, znamy się na konstrukcji, technologii i miałyśmy do czynienia z niezbędnymi w pracy projektanta programami komputerowymi.

To wszystko to dopiero początek drogi – najważniejsze jest doświadczenie. Monika jeszcze przed zakończeniem studiów rozpoczęła pracę w dziale projektowym jednej z polskiej sieciówek, gdzie przez wiele lat zajmowała się między innymi właśnie projektowaniem i produkcją akcesoriów. Jola w tym czasie współtworzyła firmę zajmującą się produkcją filmową, która udowodniła, że polska produkcja może być uniwersalna, zdobywając m.in. Silver World Medal na 52 New York Festivals.

W dziedzinie kaletnictwa oddajemy się w ręce naszych zaprzyjaźnionych rzemieślników z pokoleniowym doświadczeniem i profesjonalnym warsztatem, co nie znaczy, że nie spędzamy tam mnóstwa czasu podczas dopracowywania form lub walcząc z niesforną skórą naturalną.

Zapraszacie czasem gości albo klientów do Waszej pracowni? Kraków to wyjątkowe miejsce, artyści i rzemieślnicy tworzą tam takie… ‘naturalne środowisko’. Jak Wy postrzegacie Waszą przestrzeń twórczą?

Krakowskie Zabłocie, gdzie obecnie stacjonujemy, jest przesycone twórczo start-upowym klimatem i można je śmiało nazwać zagłębiem małych pracowni. Mnóstwo, nie tylko lokalnych klientów wpada do pracowni na przymiarki, na sezonowe sale, po odbiór osobisty lub po prezenty. Wielu z nich wraca na kawę, rozmowę lub warsztaty artystyczne, które od kilku lat cyklicznie prowadzimy. Staramy się edukować i inspirować w zakresie działań pro ekologicznych. Dzięki temu poznajemy wielu fantastycznych ludzi, dla których zrównoważony styl życia stanowi inspirację do działań biznesowych, eksperckich czy projektowych .

CADO to projekt stworzony z pasji, a obecnie praca zawodowa. Dobrze Wam na ‘swoim’?

Dobrze, ale bywa też trudno. Nie będziemy Was czarować, że dzień zaczynamy od sojowego latte… Czasem praca jest stresująca, piętrzą się stosy zadań, pojawiają się opóźnienia, przekraczamy deadline’y. Praca w weekendy i święta, zarwane noce… Burza mózgów na obiedzie. Sytuacja jest tym bardziej skomplikowana, że nasze dzieci są jeszcze małe. Codziennie więc uczymy się dystansu do pracy i do siebie, szukamy balansu. Z jakiegoś jednak powodu odczuwamy satysfakcję i jedyny powód w całym tym „szaleństwie” upatrujemy w fakcie iż, to co robimy, robimy z sercem. I cieszymy się, że przychodzi nam funkcjonować w warunkach ciągłego parcia do przodu – poszerzamy krąg naszych współpracowników i podwykonawców, rozwijamy się i testujemy nowe metody pracy.

 

Co CADO dla Was znaczy, dlaczego tworzycie i rozwijacie się w tym kierunku?

Praca jest dla nas bardzo ważna, daje nam poczucie wolności i spełnienia. Dzięki CADO możemy realizować się na wielu płaszczyznach. Lubimy ją przez osoby, które dzięki niej poznajemy. Ludzie, z którymi mamy okazję współpracować na stałe i z doskoku, wielu z nich zostaje z nami na dłużej w tej twórczej przyjaźni. Bardzo inspirujące są dla nas spotkania podczas prowadzonych przez nas warsztatów oraz targów, gdzie bezpośrednio poznajemy naszych klientów. A ponieważ obie lubimy być w ruchu, wisienką na torcie jest możliwość podróżowania. Głównym motorem jest po prostu fakt, że nie przez przypadek zdecydowałyśmy się na pracę w branży projektowej. To nasza pasja i dlatego staramy się być profesjonalne w każdym aspekcie naszej działalności. Łączymy zdobytą wiedzę i doświadczenie z szacunkiem do rodzimych rzemieślników, lokalnych firm i wierzymy, że polski produkt może być nowoczesny, funkcjonalny i ponadczasowy.

Czy DaWanda pomogła Wam w rozwoju marki? Jakie możliwości daje projektantom współpraca z taką platformą?

Oczywiście, że pomogła. Dzięki DaWandzie codziennie docieramy do coraz to szerszego grona nowych, również międzynarodowych Klientów, budujemy wizerunek marki godnej zaufania, dynamizujemy rozwój firmy i spotykamy wspaniałych ludzi z branży oraz pasjonatów designu. Szalenie miłym i bardzo istotnym dla nas elementem, jest również możliwość spotykania się ze stałymi klientami. Dostajemy od nich wyjątkowo cenny feedback, poznajemy ich oczekiwania i doświadczenia w kontakcie z naszym produktem, co pozwala się nam stale rozwijać.

Dlatego też decyzja o rozpoczęciu współpracy w 2012 roku z nowym na rynku polskim, obiecującym start-upem z ugruntowaną już pozycją na rynkach zagranicznych, czyli z DaWandą, była dla nas naturalną koleją rzeczy. Nie możemy też nie wspomnieć o wspaniałej przygodzie, jaką miałyśmy okazję przeżyć, biorąc udział w projekcie Matka Polka Kreatorka, właśnie pod egidą DaWandy Polska. Dzięki temu inspirującemu spotkaniu pozostały nam magiczne wspomnienia i rewelacyjne zdjęcia z naszymi dziećmi, które być może w ferworze dnia codziennego w ogóle by nie powstały.

Fot. Marzena Rej-Brodowska oraz CADO.

Podobał Ci się ten post? Podzielić się nim ze znajomymi:

Comments