Joanka Z. Wzorzyste szaleństwo.

Niektórzy mówią, że jest artystką, ona uważa się za rękodzielnika. Będąc Historykiem Sztuki chciwie i świadomie sięga po tkaniny nawiązujące do wzornictwa ludowego i polskiego folku oraz po cenne tkaniny angielskie o kwiecistych printach, inspirowanych stylistyką działającego w XIX w. ojca rękodzielnictwa – Williama Morrisa. Tkaniny naturalne łączy ze skórą ekologiczną, dzięki czemu produkty są trwałe i przyjazne weganom. Wszystko wykonane jest z myślą o wieloletnim użytkowaniu i co najważniejsze – jest tworzone z sercem i pełnym zaangażowaniem przez – Joankę oraz jej dzielnego pomocnika – Męża, Pawła.

Skąd wziął się pomysł na Joankę Z?

„Joanka Z” to ja – nazwa urodziła się z bloga, a blog – chyba nikogo tu nie zdziwię – z pasji. Będąc rękodzielnikiem-samoukiem, postanowiłam założyć w 2011 r. bloga. Jako Asia nazwałam się „Joanką”, dodałam „Z.” zgodnie z pierwszą literą panieńskiego nazwiska. Chciałam mieć swoje miejsce, gdzie mogłabym pokazywać swoje pomysły i mieć motywację do dalszej pracy. Jestem strasznym skąpcem, więc zamiast coś kupić, wolałam zrobić, bo czułam, że zrobię to lepiej. Szyłam i bojkotowałam to, co oferują nam sieciówki – rzeczy uszyte z beznadziejnych, często syntetycznych tkanin, o niskim poziomie jakości. Od początku używałam naturalne tkaniny. Dominowały u mnie kwiaty, zwierzęta i ludowe motywy, tworząc świat na pograniczu krawieckiego freestyle’u, boho i folku. Jeszcze przed wykluciem się firmy pojawiały się komentarze odwiedzających, że coś jest „joankowe”, co odbierałam za największy komplement! Dziś mogę zaoferować to, czego nie mogłam znaleźć: praktyczne dodatki wykonane z naturalnych tkanin o wysokiej jakości, mocne, wykonane z sercem, do tego w leśnym i polnym klimacie. Przez lata nabrałam ogromnego doświadczenia, a najbardziej rozpoznawalnym produktem są szyte przeze mnie już od ponad czterech lat kwieciste nerki.

Jesteś absolwentką Historii Sztuki, studiowałaś też na Akademii Sztuk Pięknych. Jak Twoje wykształcenie pomogło Ci w tworzeniu toreb?

W czasie krótkich studiów na gdańskiej ASP (po 1,5 roku rzuciłam malarstwo) wyrobiłam w sobie ogromne pokłady cierpliwości, wyczuliłam się na dobór kolorów. Najbardziej interesowała mnie technologia i proces powstawania tkanin, obrazów, grafik, witraży – dzięki temu mogłam lepiej zrozumieć powstawanie dzieł, które później badałam, a także sam proces szycia. Z kolei będąc historykiem sztuki, chciwie i świadomie sięgam teraz po zabytkowe tkaniny. Szukam wyjątkowych wzorów, wybieram materiały ze zwierzęcymi i folkowymi motywami, a przede wszystkim szukam kwiecistych, angielskich tkanin. Moje najcenniejsze tkaniny, z których szyję, mają wzory zaprojektowane jeszcze w XIX w. przez samego ojca rękodzielnictwa – Williama Morrisa! Nie kupuję tkanin tylko dlatego, że są ładne – zwracam też uwagę na ich pochodzenie i projektantów wzorów.

Wiem, że wielką wagę przywiązujesz do doboru tkanin, które są piękne i niezwykłe. Myślałaś kiedyś o Tworzeniu własnych materiałów?

Dziękuję, staram się wybierać prawdziwe perełki! A co do własnych materiałów… to póki co tajemnica!

Twoja marka to prężnie działający biznes z dużym asortymentem. Czy na początku myślałaś o tym jako o sposobie na wolny czas, czy od razu powstał biznesplan?

Oj, stanowczo nie! Szyłam z pasji i gdyby ktoś mi na początku powiedział, że będę żyła dzięki szyciu, nigdy bym nie uwierzyła! Poza tym nie przepadam za słowem biznes – za nim od razu kryją się pieniądze, jakaś wielka strategia nastawiona na zysk. Na początku szyłam wyłącznie hobbystycznie dla siebie, mojej rodziny i przyjaciół. Studiowałam, pracowałam i zawsze próbowałam realizować się w kreatywny sposób. Kiedy moje pomysły zaczęły podobać się coraz większej liczbie osób, postanowiłam założyć firmę i zaproponować kilka produktów w różnej wersji. Jestem idealnym przykładem, że można wystartować bez dotacji i bez strategii na starcie. Od samego początku dbałam o to, by szyć perfekcyjnie, z sercem. I tak jest po dzień dzisiejszy.

Jak wygląda proces projektowania i produkcji Twoich torebek? Czy to czasochłonne zajęcie?

To zależy. Niektóre pomysły realizuję od razu, niektóre dojrzewają miesiącami, inne z kolei czekają na wolny czas, bym mogła do nich usiąść. U mnie proces projektowania i produkcji jest o tyle skomplikowany, że niemalże wszystko wykonuję sama. Jedynym pomocnikiem jest – póki co – mój mąż, który jest fantastycznym krojczym i pomaga mi w wielu obowiązkach. Za „Joanką Z.” nie kryje się cały sztab, tylko w zasadzie nasze cztery ręce. Często pracy jest tyle, że nie ma czasu na projektowanie nowych modeli, pomysły kłębią się w głowie, a musimy się skupić na szyciu bieżących zamówień. Dlatego każdy dzień zaczynamy od narady przy kubku yerby i ustalenia konkretnych zadań na bieżący dzień, ponieważ każdy jest zupełnie inny.

Co jest dla Ciebie najważniejsze w tym, co robisz? Gdybyś na chwilę zatrzymała się zapytała siebie samej: po co to robię?

Często sobie zadaję to pytanie w chwili zwątpienia i zwykle jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki dostaję wiadomość lub komentarz do zamówienia, że produkty są świetne, pięknie zapakowane, że zamówiona rzecz jest właśnie taka, jaką sobie ktoś wymarzył. Wiele osób zgłasza się do mnie i mówi wprost: „oddaję się w Pani ręce, bo wiem, że Pani zrobi to najlepiej i Pani najlepiej dobierze kolory”. Szyję, bo to lubię i kocham, to oczywiste, ale tak naprawdę największą radość sprawia mi to, że mogę szyć dla innych, spełniać ich marzenia, sprawiać, że czują się wyjątkowi, widzieć ich uśmiechy i czuć radość bijącą z maili czy rozmów telefonicznych.

 

Twoja rada dla początkujących twórców, to…?

To może zabrzmieć banalnie, ale nie zniechęcać się i robić swoje. Jeśli szyjesz – szyj, pruj do bólu i ucz się na błędach. Na swoim przykładzie mogę dodać do tego, że dobrze jest być cierpliwym i upartym jak osioł.

Miałaś kiedyś chwile zwątpienia i ochotę, by zacząć robić coś zupełnie innego?

Oczywiście, że tak! Szczególnie kiedy zbliża się czas płacenia składek ;). A tak na serio to przyzwyczaiłam się już, że życie rękodzielnika jest jak ruletka – są dni, że sprzedaż nagle staje, po czym nagle rusza z kopyta. Ta zmienność wiecznie mnie zaskakuje! Chociaż przyjemnie byłoby mieć stałą pensję i stałą liczbę godzin, to nie zamieniłabym swojej pracy na żadną inną!

Co robiłabyś, gdybyś chciała spełnić marzenia z dzieciństwa?

Pewnie byłabym paleontologiem lud archeologiem. Chociaż… materiały w dinozaury mam, codziennie kopię też w złożach zabytkowych tkanin, więc za daleko nie odbiegłam od dziecięcych marzeń ;).

Podobał Ci się ten post? Podzielić się nim ze znajomymi:

O Dominika

Social Media Ninja, wyznaje zasadę You only live online. Przeczytała pół internetu, sama uwielbia tworzyć ciekawy content. Absolwentka projektowania ubioru z marzeniem o zostaniu redaktorem w dziale mody polskiej edycji Vogue. Stawia na ciągły rozwój i nie ma dla niej rzeczy niemożliwych. » więcej od Dominika

Comments