Second You. Joga w drugiej, etnicznej skórze.

Nie trzeba być mistrzem w żadnej konkretnej dyscyplinie sportowej, by z miłości do ruchu zbudować zawodowy projekt i czerpać radość z tego, co ze sobą niesie: zdrowia fizycznego, solidnego ładunku hormonów szczęścia i…satysfakcji. Serce Anety Bawiec, twórczyni marki Second You, należy głównie do treningów jogi, ale swoje produkty dedykuje wielu aktywnościom i kobietom szukającym pozytywnej energii.

 

Second You ma w swojej ofercie odzież nadającą się do bardzo wielu aktywności fizycznych i miłośniczki wielu rodzajów sportu znajdą w niej coś dla siebie. Czy pomysł na tworzenie takiego typu odzieży wynikł z zamiłowania do ruchu?

Pomysł na stworzenie Second You narodził się z wielu pasji, w pierwszej kolejności sportowych. Poza tym z zamiłowania do mody i w końcu fascynacji tatuażami etnicznymi, które są motywem przewodnim całego naszego wzornictwa. W sporcie nigdy nie skupiałam się na jednej konkretnej dyscyplinie i pewnie dlatego też nie mam w żadnej znaczących osiągnięć. Sport to dla mnie przede wszystkim radość z ruchu i źródło endorfin, a w dużym stopniu także ludzie, którzy czują podobnie i wyjazdy w plener. Najbliższe mojej naturze są joga i wspinaczka, które siłą rzeczy przemycam w promocji produktów Second You.

 

Na rodzimym rynku pojawia się coraz więcej marek sportowych, ale mimo to twoja marka zbiera wiele pochlebnych opinii w sieci i nie tylko. Jak myślisz, co wyróżnia produkty Second You i zaskarbia sobie stałe klientki?

Faktycznie, nowe marki wyrastają jak grzyby po deszczu i coraz trudniej jest się wśród nich wybić, szczególnie że często dysponują sporym budżetem marketingowym już na starcie. Moje klientki biorą się głównie z poleceń “pocztą pantoflową”. Z tego względu proces wzrostu marki jest wolniejszy, ale większość kupujących to stałe klientki i zwykle nie kończy się na pojedynczym zakupie. Do niedawna znałam niemal każdą z nich, albo osobiście, albo z rozmów on-line. Teraz staje się to już zwyczajnie niemożliwe, choć nadal bardzo wiele czasu poświęcam na interakcje, które notabene są dla mnie bardzo cenne i często korzystam z sugestii swoich klientek. Zdarza się również, że przysyłają mi zdjęcia, które wykorzystuję w promocji marki. Wracając do tematu, to  niewątpliwie unikalny design. Staram się, aby klientki Second You miały poczucie niepowtarzalności i tego, że poprzez outfit wyrażają siebie. Obecnie na rynku funkcjonuje bardzo wiele marek, których znakiem rozpoznawczym są wyłącznie metki, zresztą zwykle duże i mocno wyeksponowane. Bez tych metek klientki byłyby totalnie zagubione w gąszczu rzeczy podobnych do siebie lub niemal identycznych. Wyjątkowy design i oryginalne kroje to jedno, a druga równie ważna kwestia, to wysoka jakość przeszyć i dbałość o szczegóły na każdym etapie tworzenia. Muszę przyznać, że znalezienie odpowiednich partnerów, dla których te wartości są równie ważne, co dla mnie, było największym wyzwaniem w tworzeniu marki.

 

Jak dokładnie wygląda prowadzenie marki od środka – sama zajmujesz się wszystkim, czy stworzyłaś zespół, który usprawnia pracę?

Marka Second You wciąż jeszcze jest na etapie intensywnego rozwoju i niemal codziennie pojawiają się nowe wątki, którym trzeba sprostać na bieżąco. Mimo to wiele działań udało się już zamknąć klamrą tzw. procesów, dzięki czemu wiele z nich mogę planować, biorąc pod uwagę także pomoc podwykonawców z zewnątrz. Wciąż lwia część obowiązków i koordynacja całej produkcji spoczywa wyłącznie na mnie, ale mam też potężne wsparcie ze strony dwóch bliskich mi osób. Pierwszą z nich jest mój życiowy partner, który stworzył większość projektów graficznych nadruków i materiały promocyjne, a poza tym, bez względu na okoliczności, mogę liczyć na jego wsparcie. Drugą bardzo ważną dla mnie osobą jest moja przyjaciółka, a jednocześnie współzałożycielka marki Second You. To dzięki niej to wszystko się zaczęło – sama nie zebrałabym się na odwagę! Z powodów osobistych na początkowym etapie rozwoju musiała zrezygnować z partnerstwa w Second You, jednak niezmiennie mocno mnie wspiera i dopinguje.

 

Odszywanie odzieży sportowej, dobór wykończeń i tkanin, a wreszcie i projektowanie samych form, to dość skomplikowany proces z uwagi na specyficzne przeznaczenie produktów, które muszą być wytrzymałe i funkcjonalne. Taka produkcja wymaga specjalistycznej wiedzy i współpracy z dobrymi krawcowymi, prawda?

Produkcja odzieży sportowej wymaga współpracy i dobrych relacji ze znacznie szerszą grupą osób niż tylko krawcowe. Wcześniej są jeszcze konstruktorki oraz producenci i/lub dystrybutorzy dzianin i dodatków krawieckich. W moim przypadku to również drukarnie, w których przygotowywane są nadruki na odzież. Cała sztuka polega na skoordynowaniu wszystkich działań i skumulowaniu całości mocy w produkcie końcowym.

 

Twoje wykształcenie oscyluje wokół mody i technicznych aspektów koniecznych przy produkcji mody sportowej, czy podeszłaś do tematu inaczej?

Moje wykształcenie to zupełnie inna historia (haha). Tak jak wspominałam, moda to jedna z moich pasji. Natomiast pomysł na własną markę odzieżową miał być przeciwwagą dla wcześniej wykonywanych zadań – w marketingu i PR-e. W pewnym momencie praca w korporacji (w moim przypadku trwało to aż dziesięć lat!) przestała dawać mi poczucie spełnienia i sensu. Przede wszystkim brakowało takiego “namacalnego” efektu mojej pracy, którego nie da się nadinterpretować, można natomiast dotknąć. Przyznaję, że początkowy brak znajomości branży odzieżowej był dość dużym wyzwaniem i na pewno musiałam poświęcić znacznie więcej energii, niż gdybym miała za sobą wcześniejsze doświadczenia w tym temacie. Ale sądzę też, że ta niewiedza wniosła też pewną świeżość w moim podejściu do tworzenia marki, a z pewnością dużo tej świeżości przeniknęło do mojego życia.

Z jakich materiałów najczęściej korzystasz i skąd je pozyskujesz? Produkty testujesz sama?

Całość mojej produkcji, począwszy od materiałów, poprzez konstrukcję, nadruki i ostatecznie szycie, odbywa się w Polsce. Na początku jeździłam po całym kraju, rozmawiałam z ludźmi, każdy wskazywał mi kolejny element układanki lub kontakt i tak, po nitce do kłębka, znalazłam najbardziej dla siebie optymalne rozwiązania i partnerów do współpracy. Zanim powstały docelowe modele były one wielokrotnie testowane, zarówno przeze mnie, jak i moje koleżanki, a potem też ambasadorki marki. Zdarzało się, że po testach z niektórych modeli trzeba było zwyczajnie zrezygnować, inne modyfikowałam po to, by ostatecznie produkt był nie tylko ładny, ale przede wszystkim wygodny i funkcjonalny.

Co jest dla ciebie największą inspiracją? Motyw etnicznych tatuaży przewija się zgrabnie przez całą kolekcję i świetnie wpisuje się w bieżące trendy – planujesz wprowadzić nowe wzory?

Tatuaże etniczne to zdecydowanie znak rozpoznawczy dla marki Second You i mimo, że czasem trudno zachować konsekwencję w tym temacie, nie zamierzam z niego rezygnować. Obecnie podjęłam współpracę z jedną ze światowej klasy tatuażystek i właśnie staram się przenieść jej odręczne projekty na wykroje. Praca trudna, ale efekt zapowiada się wspaniale.

Czy Second You z założenia miało być projektem zawodowym, czy może były jeszcze inne pomysły, ale tworzenie sportowej garderoby położyło je na łopatki?

Second You miało być projektem równoległym z regularną pracą zawodową. Jednak okazało się tak mocno czasochłonnym i energochłonnym zajęciem, że dość szybko trzeba się było zdecydować na jedną z opcji. Wybór okazał się dość prosty. W poczekalni jest jeszcze kolejny pomysł, z zupełnie z innej branży, ale póki co, jeszcze w sferze marzeń.

Jesteś z DaWandą już trochę czasu. Czy współpraca z międzynarodową platformą przynosi realne korzyści?

DaWanda pozwoliła mi rozwinąć skrzydła zanim jeszcze mogłam sobie pozwolić na uruchomienie własnego sklepu online. Obecnie, mimo że mój e-sklep ma się coraz lepiej, DaWanda nadal stanowi dla mnie źródło przychodów i kontaktów międzynarodowych.

 

Podobał Ci się ten post? Podzielić się nim ze znajomymi:

Comments