Lalki z ukochanej bajki

Marta Paśnik uwielbia piękne rzeczy. Ma głowę pełna marzeń, a w tej głowie galimatias i kalejdoskop pomysłów. Tak powstała marka Bajkoszycie. Wszystko zaczęło się od jej córeczki Zosi, dla której powstały pierwsze szmaciane stworzenia. Każdą Bajką zaprasza do swojego zaczarowanego świata, a bajkowe stworzenia rozświetlają swoją magią szarą codzienność, która czasem dopada przecież każdego z nas. 

Jak zaczęła się twoja przygoda z handmadem. Skąd wziął się pomysł na stworzenie własnej marki?

Pewnie nie będę oryginalna jeśli powiem że od zawsze lubiłam tworzyć. Od zawsze maluję i rysuję, miałam przygody z tworzeniem biżuterii, szycie natomiast przyszło mi do głowy, kiedy pojawiła się na świecie moja córeczka Zosia – to dzięki niej odkryłam swoją prawdziwą pasję – czyli lalki! Czasem żartuję że tworzenie lalek jest jak rysowanie w 3d. Postać która rodzi się w mojej wyobraźni nagle ożywa, staje się realna, można ją nawet przytulić, przebrać i zapleść warkocze! Nie planowałam tworzenia własnej marki, na szczęście trafiłam na wspaniałych ludzi, którzy sprawili że uwierzyłam w siebie. I oto jestem!

Jak wygląda proces powstawania twojego  jednej lalki? Jakich narzędzi używasz?

Każda lalka jest szyta ręcznie w stu procentach. Proces twórczy zaczyna się oczywiście od pomysłu, rysunku (miliona rysunków!) zebrania materiałów, kwiatuszków, kolorów, koralików i nitek! Uwielbiam ten etap, kiedy wszystko jest w jednym miejscu, i tylko czeka, aż połączę to w jedną spójną całość. Czasem sama projektuję materiał na lalkową sukienkę, żeby Bajka była jeszcze bardziej wyjątkowa, farbuję tiul i kwiaty, tworzę maleńką biżuterię. Bardzo staram się, żeby w każdej lalce zamknąć tyle dobrej energii, ile to możliwe!

Czym jest dla ciebie proces twórczy i jaką rolę w nim odgrywa miejsce tworzenia, czyli pracownia lub warsztat?

Kiedy lalka jest już skończona wcale nie czuję się dobrze – zresztą pewnie jak każdy twórca. Tym, co daje największą satysfakcję, jest właśnie proces tworzenia, kształtowania – przyszywanie miliona koralików, plecenie wianków, farbowanie koronek i obserwowanie, jak lalka pięknieje z każdym ruchem igły. Nie mam pracowni, mam moją cudowną komodę w salonie, która mieści kilometry tasiemek, słoiczki z paciorkami, papierowe różyczki i wszelkie narzędzia niezbędne do szycia. Bajki powstają nie w sterylnej i cichej atmosferze pracowni, a w gwarnym rodzinnym salonie :).

Co cię inspiruje, gdzie i kiedy rodzą się twoje najlepsze pomysły?

Inspiracją do stworzenia Bajkoszycia była moja córeczka Zosia (dziś już trzyletnia!). Pierwsze Bajki powstały właśnie dla niej, cały czas jest zresztą główną testerką nowych lalek i przypomina mi, że porządek w pracowni nie wpływa wcale dobrze na proces twórczy i że absolutnie nie istnieje takie pojęcie jak “nie da się”. Uwielbiam dziką przyrodę, łąki i lasy, może to właśnie dlatego moje Bajki najchętniej ubieram w kwiatowe wzory, a we włosy wpinam im dzikie róże?

Z czego jesteś dumna najbardziej, z jakiego etapu w rozwoju własnej marki i jakie cele sobie stawiasz w najbliższej przyszłości?

Jestem dumna, że cały czas się rozwijam, uczę i zmieniam! Że tworząc coś własnego, spotykam na swojej drodze cudownych ludzi, którzy swoją energią inspirują mnie i motywują do działania bardziej niż cokolwiek innego. W najbliższych miesiącach na pewno będę pracować nad nową biżuterią i oczywiście najwspanialszymi na świecie indywidualnymi zamówieniami. Nie ma nic wspanialszego niż uszyć czyjąś wymarzoną lalkę!

Jaką rolę odegrała w tworzeniu Twojej marki DaWanda?

DaWanda była pierwszą galerią z rękodziełem, w której pokazałam światu swoje lalki – to spora rola prawda? Spotkały się z bardzo ciepłym przyjęciem i to dało mi pewność siebie i wiarę, że moje Bajki mają wartość i że warto czasem zaryzykować, zacząć robić to, co kocha się naprawdę! To właśnie na DaWandzie niewinne hobby stało się całkiem poważnym przedsięwzięciem!

Podobał Ci się ten post? Podzielić się nim ze znajomymi:

Post przez Monika Skuza

napisał na 06.12.2017 - 14:42.

Kategoria: Projekt Pracownia

Comments